środa, 1 kwietnia 2015

4

Perspektywa Harry

Jechaliśmy z powrotem do mojej dużej posiadłości. Kim nie odezwała się do mnie odkąd wyjechaliśmy z szpitalnego parkingu. Spojrzałem w jej stronę i zobaczyłem jej zamknięte powieki. Spała i delikatnie pochrapywała. W mojej głowie przebiegały myśli, których potem będę żałował. Myślałem tylko o tym jak to jest ją pieprzyć, ale przecież Ona jest taka niewinna i bezbronna. Nie mogę o niej myśleć w taki sposób. Sam już nie wiem po co ją zabrałem... teraz jest moim zakładnikiem? Sam już nie wiem co mam zrobić... Jeżeli ją puszczę Ona będzie mogła wykorzystać to przeciwko mnie. Nie wiem kogo Ona zna, ale jeżeli ją zostawię będzie uważała mnie za potwora, a ja nie mogę się zmienić bo wtedy nikt nie będzie miął do mnie respektu.

***

Dojechałem pod dom. Kim wciąż spała i wyglądała tak słodko... Co ja pieprze. Wysiadłem zamykając za sobą drzwi i podszedłem od strony pasażera, żeby zabrać ją ze sobą. Była taka leciutka i delikatna. Sama ułatwiła mi sprawę i zarzuciła ręce na szyi. Weszliśmy przez drzwi, które otworzyła nam moja gosposia uśmiechając się szeroko.
- Dzień dobry. - rzuciłem wchodząc do środka i kierując się na piętro do jej pokoju.
Kim wtuliła się we mnie jeszcze bardziej niż przedtem. Teraz czułem jak pachniała konwaliami. Pamiętam jak moja siostra zawsze do domu przynosiła małe bukieciki i wszystkie chciałem wywalać bo mnie mdliło, ale Ona pachnie przyjemniej. Kiedy ją wnosiłem zauważyłem, że się wybudza.
- Yyyy. - wciąż się mnie trzymając zaczęła mrugać. - Co ty robisz?
- Pewnie wnoszę moją Pannę Młodą do sypialni. - powiedziałem szczerząc się do niej.
- Nie jestem twoja! - jak Ona szybko zbiera energie. - Postaw mnie.
Zrobiłem tak jak chciała, spojrzałem się w jej przenikliwe zielone oczy i widziałem jak mnie nimi karci za to co zrobiłem.
- Ubierz się w to co uszykowała Monica i zejdź na obiad. - spojrzałem na nią jeszcze raz i ruszyłem do swojego pokoju, żeby trochę popracować.

Perspektywa Kim

Kiedy już odchodził krzyknęłam do niego, żeby odwrócił się w moją stronę. Chciałam mu coś pokazać.
- Spierdalaj! Nie ubiorę się nigdy w te twoje łachy! - pokazałam mu środkowy palec, a On uniósł tylko wysoko brwi.
- Ubierzesz się. - posłał mi złośliwy uśmieszek i stwierdził, że tak zrobię chociaż ja nie byłabym tego taka pewna.
- Yyy... Nie? - pokręciłam przeczącą głową. - Chyba coś ci się wydaje.
- Wiesz moja droga... - zaczął się do mnie powoli zbliżać, a ja automatycznie się cofałam. - Nie chcesz chyba stracić przyjaciół.
Kiedy to usłyszałam na mojej twarzy pojawił się strach. Do tego nie miałam już gdzie uciec bo był koło mnie i miał ręce po bokach mojej głowy. Zbliżył swoje usta do miejsca mojej malinki i chuchną, a ja zadrżałam bo poczułam nagle lekkie szczypanie. Mój oddech był szybki, a moje serce chciało wyskoczyć z klatki piersiowej.
- Pocałuj mnie, a nic im nie zrobię. - On chyba śni... ale skoro im nic nie zrobi...
Położyłam dłonie na jego policzkach, a On swoje na moich biodrach na co się wzdrygnęłam. Zbliżyłam się powoli do jego ust i delikatnie je musnęłam po czym szybko się od nich odkleiłam.
- To się nie liczy. - uśmiechnął się podstępnie. - Jeszcze raz, ale z uczuciem.
Tym razem pewniej i szybciej złączyłam nasze usta. Starałam się nie myśleć o Nim jako o Nim... Ten pocałunek był... przyjemny, nawet bardzo, ale On mnie tu przetrzymuje. Kurwa Kim On Jest Zły! Skarciłam się w myślach i odsunęłam się od niego na bezpieczną odległość. Po jego twarzy widziałam, że mu się podobało. Tak samo jak mi. NIE KIM! NIE MYŚL O NIM!
- No to była nawet, nawet. - usłyszałam jego zachrypnięty głos. - Mam ochotę na więcej, ale nie dziś.
Co On ma na myśli?! Kiedy odchodził odetchnęłam z ulgą.
- Styles... - zawahałam się. - Jesteś dupkiem.
- Mów mi Harry. - wciąż nie patrząc na mnie oddalał się coraz dalej.
Czyli osoba, która mnie przetrzymuje ma na imię Harry...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz