Sama nie jestem w stanie określić ile łez wypłakałam po jego wyjściu. Monica weszła tylko po to, żeby oznajmić mi o tym, że jest kolacja i przyniosła mi tabletkę. Chyba dobrze wiedziała, że moja głowa pęka z bólu, który jest nie do wytrzymania.
Postanowiłam dzisiaj nie jeść. Nie miałam ochoty na nic. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. Myślałam, że moja głowa wybuchnie od bólu i myśli, które się teraz w niej kłębiły. Przez ten lek moje powieki stawały się coraz cięższe, aż same się zamknęły, a ja wpadłam w objęcia Morfeusza.
***
Obudziłam się wypoczęta, choć czułam moje opuchnięte od łez oczy. Bez dłuższego namysłu wstałam i pomaszerowałam do łazienki obmyć twarzy, żeby do końca się obudzić. Zamoczyłam dłonie w letniej wodzie po czym delikatnie przetarłam twarz. Spojrzałam w swoje odbicie i to co zobaczyłam wprawiło mnie w złość. Ten dupek przekroczył granicę, która była wystarczająco cienka, dotknęłam czerwoną malinkę na mojej szyi i w tym samym momencie pożałowałam bo zaczęła cholernie szczypać. Wyszłam cała zdenerwowana z pokoju i ruszyłam na parter, żeby znaleźć pieprzonego Pana Stylesa, ale to co usłyszałam zatkało mnie. Dobitny głos z telewizora mówił o... George'u?!
- Dwa dni temu do St. Thomas Hospital został przywieziony siedemnastolatek w krytycznym stanie. Z tego co nam wiadomo został brutalnie pobity i dźgnięty w brzuch ostrym narzędziem. - do moich oczu zaczęły napływać łzy... Przecież George nie był dźgnięty kiedy się z nim żegnałam. - Jego stan nie jest najlepszy, ale wybudził się ze śpiączki.
Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Przecież oni mieli mu nic nie zrobić... Styles przecież mówił, że mają go zostawić.
- Ja-jak mo-mogłeś?! - zapytałam stojąc za nim drżącym głosem.
- Hmm? - wstał z białej skórzanej kanapy patrząc na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Nie udawaj głupiego! - zaczęłam na niego wrzeszczeć. - Mówiłeś, że mają mu nic nie robić!
Nie panowałam nad sobą, wzięłam jakiś wazon i rzuciłam z myślą, że trafię Stylesa, ale On zrobił unik, a naczynie uderzyło w sam środek dużej plazmy. Obraz jak tam widniał zniknął.
- Uspokój się! - sam teraz na mnie uniósł głos.
- Ja mam się uspokoić? Kurwa Ja?! Wiesz co ja teraz przeżywam? Mój najlepszy przyjaciel, który jest dla mnie jak brat prawie zginął, ale nie... ty masz to w dupie! - zaczęłam na niego wrzeszczeć. - Masz mnie zawieść do tego pieprzone szpitala albo wybije to okno i sama pójdę.
- Nie zrobisz tego. - powiedział tego pewny siebie.
- Nie zrobię? - uniosłam brwi. - To patrz.
Podeszłam do miejsca gdzie stała mała skórzana pufa. Wzięłam ją szybko i rzuciłam w oko, które rozbiło się na malutkie kawałeczki. Po tym jak potłukłam to okno włączył się alarm antywłamaniowy i Styles musiał go wyłączyć... Nawet nie wiem jak on ma na imię.
- To co? Zawieziesz mnie czy mam sama iść i już nie wrócić? Twój plan przepadnie, a poza tym nie wiem czy chce wiedzieć co to za tabletka, którą dostałam. - powiedziałam z założonymi rękami na piersi. - Masz nigdy więcej mnie nie dotykać... to się nawet tyczy tego czy jestem pod wpływem czegoś.
Długo nie czekałam bo zaczął ciągnąć mnie za rękę do swojego samochodu. Ruszył tak gwałtownie, że sama teraz bałam się czy nie wyląduje obok mojego przyjaciela. Widziałam jak zaciska ręce na kierownicy i ukazuje na nich białe knykcie. Odwróciłam głowę w inną stronę i czekałam tylko na to, aż dojedziemy do szpitala.
***
Kiedy Styles parkował, a ja chciałam już wyskoczyć i biec do recepcji... zawiodłam się. Drzwi od mojej strony były zablokowane. Poczekałam, aż w końcu stanie i otworzy mi drzwi. Nie musiałam długo czekać bo kiedy wysiadłam zaczęłam biec do środka, a On za mną.
- Dzień dobry. - powiedziałam cała zdyszana. - Może mi Pani powiedzieć gdzie leży George Stewart?
- Niestety, ale nie... chyba, że jest Pani spokrewniona. - powiedziała bardzo uprzejmie Pani z recepcji.
- Tak, jestem jego bratem, a to moja narzeczona. - co on właśnie powiedział?! Nie zdążyłam dokładnie pomyśleć bo złapał mnie w tali przyciągając do siebie i złączył nasze usta razem. - To gdzie leże mój brat?
- Sala numer 132 - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
Kiedy oddaliliśmy się na taką odległość, żeby nas nie zauważyła odepchnęłam ,,mojego narzeczonego" od siebie i ruszyłam jeszcze szybszym krokiem szukać sali. Po 3 minutach znalazłam to czego szukałam. Szybko otworzyłam drzwi i weszłam bez pukania. Zamarłam.
- Boże George. - załkałam przez to, że do oczu napłynęły mi niekontrolowane łzy. - Przepraszam.
Podeszłam do niego, a On patrzył na mnie jakby nie wierzył, że tu jestem.
- Hej Kim. - starał się podnieść, ale ból mu na to nie pozwalał.
- Shh... leż. - usiadłam koło niego z uśmiechem na ustach i łzami, które nie przestawały mi płynąć. - Mówiłam, że będzie dobrze...
- Wiem Kim. - chłopak pogłaskał mnie po dłoni. - Ty zawsze masz racje.
- Nie zawsze. - zaprzeczyłam.
- Mówiłaś, żebyśmy tego nie robili, ale my jesteśmy debilami, a ja muszę zacząć biegać... - nie wiedziałam jak on w takich momentach może z tego żartować. Może za to go kochałam. - Kim uważaj! - podniósł nieznacznie głos na widok niby ,,mojego narzeczonego".
- Spokojnie. Bez niego by mnie tu nie było i ciebie też. - posłałam Stylesowi blady uśmiech, ale jeszcze niczego nie wybaczyłam, nie mogłam tak szybko. - Dziękuje, ale i tak cię nienawidzę.
- Oj dziękuje. - uśmiechnął się zadziornie. - Ale wiesz chce ci przypomnieć, że długo tu nie zabawimy.
Mój przyjaciel spojrzał na mnie nie mogąc zrozumieć o co mu chodzi. A ja starałam się go jakoś pocieszyć bez słów delikatnie go przytuliłam i wstałam. Nie wiedziałam jak mam zacząć, mogłam powiedzieć prawdę albo coś skłamać, ale ja nie chciałam mieć przed nim jakichkolwiek tajemnic... Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić.
- No więc... obiecałam Stylesowi, że jeżeli cię nie zabiją to z nim pojadę... czyli będę jego. - powiedziałam patrząc George'owi prosto w oczy. - Ale proszę nie martw się o mnie. Ty jesteś ważniejszy, a ja dam sobie jakoś radę.
- A co ci się stało w rękę? - uniósł brwi.
- No emm... - spojrzałam na chłopaka, który miał związane włosy w kiteczkę i nie wyglądał teraz na takiego poważnego. - Rozwaliłam mu okno, żeby się wydostać do ciebie i po prostu odłamki szkła delikatnie mnie drasnęły.
- Nie możesz z nim iść! - nagle uniósł głos.
- Muszę. Przepraszam George. - pocałowałam go w czoło przelotnie i szybko opuściłam jego pokój, a za mną Styles.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz