niedziela, 29 marca 2015

3.

Sama nie jestem w stanie określić ile łez wypłakałam po jego wyjściu. Monica weszła tylko po to, żeby oznajmić mi o tym, że jest kolacja i przyniosła mi tabletkę. Chyba dobrze wiedziała, że moja głowa pęka z bólu, który jest nie do wytrzymania.
Postanowiłam dzisiaj nie jeść. Nie miałam ochoty na nic. Położyłam się na łóżku i przykryłam kołdrą. Myślałam, że moja głowa wybuchnie od bólu i myśli, które się teraz w niej kłębiły. Przez ten lek moje powieki stawały się coraz cięższe, aż same się zamknęły, a ja wpadłam w objęcia Morfeusza.

***

Obudziłam się wypoczęta, choć czułam moje opuchnięte od łez oczy. Bez dłuższego namysłu wstałam i pomaszerowałam do łazienki obmyć twarzy, żeby do końca się obudzić. Zamoczyłam dłonie w letniej wodzie po czym delikatnie przetarłam twarz. Spojrzałam w swoje odbicie i to co zobaczyłam wprawiło mnie w złość. Ten dupek przekroczył granicę, która była wystarczająco cienka, dotknęłam czerwoną malinkę na mojej szyi i w tym samym momencie pożałowałam bo zaczęła cholernie szczypać. Wyszłam cała zdenerwowana z pokoju i ruszyłam na parter, żeby znaleźć pieprzonego Pana Stylesa, ale to co usłyszałam zatkało mnie. Dobitny głos z telewizora mówił o... George'u?!
- Dwa dni temu do St. Thomas Hospital został przywieziony siedemnastolatek w krytycznym stanie. Z tego co nam wiadomo został brutalnie pobity i dźgnięty w brzuch ostrym narzędziem. - do moich oczu zaczęły napływać łzy... Przecież George nie był dźgnięty kiedy się z nim żegnałam. - Jego stan nie jest najlepszy, ale wybudził się ze śpiączki.
Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie usłyszałam. Przecież oni mieli mu nic nie zrobić... Styles przecież mówił, że mają go zostawić.
- Ja-jak mo-mogłeś?! - zapytałam stojąc za nim drżącym głosem.
- Hmm? - wstał z białej skórzanej kanapy patrząc na mnie przenikliwym wzrokiem.
- Nie udawaj głupiego! - zaczęłam na niego wrzeszczeć. - Mówiłeś, że mają mu nic nie robić!
Nie panowałam nad sobą, wzięłam jakiś wazon i rzuciłam z myślą, że trafię Stylesa, ale On zrobił unik, a naczynie uderzyło w sam środek dużej plazmy. Obraz jak tam widniał zniknął.
- Uspokój się! - sam teraz na mnie uniósł głos.
- Ja mam się uspokoić? Kurwa Ja?! Wiesz co ja teraz przeżywam? Mój najlepszy przyjaciel, który jest dla mnie jak brat prawie zginął, ale nie... ty masz to w dupie! - zaczęłam na niego wrzeszczeć. - Masz mnie zawieść do tego pieprzone szpitala albo wybije to okno i sama pójdę.
- Nie zrobisz tego. - powiedział tego pewny siebie.
- Nie zrobię? - uniosłam brwi. - To patrz.
Podeszłam do miejsca gdzie stała mała skórzana pufa. Wzięłam ją szybko i rzuciłam w oko, które rozbiło się na malutkie kawałeczki. Po tym jak potłukłam to okno włączył się alarm antywłamaniowy i Styles musiał go wyłączyć... Nawet nie wiem jak on ma na imię.
- To co? Zawieziesz mnie czy mam sama iść i już nie wrócić? Twój plan przepadnie, a poza tym nie wiem czy chce wiedzieć co to za tabletka, którą dostałam. - powiedziałam z założonymi rękami na piersi. - Masz nigdy więcej mnie nie dotykać... to się nawet tyczy tego czy jestem pod wpływem czegoś.
Długo nie czekałam bo zaczął ciągnąć mnie za rękę do swojego samochodu. Ruszył tak gwałtownie, że sama teraz bałam się czy nie wyląduje obok mojego przyjaciela. Widziałam jak zaciska ręce na kierownicy i ukazuje na nich białe knykcie. Odwróciłam głowę w inną stronę i czekałam tylko na to, aż dojedziemy do szpitala.

***

Kiedy Styles parkował, a ja chciałam już wyskoczyć i biec do recepcji... zawiodłam się. Drzwi od mojej strony były zablokowane. Poczekałam, aż w końcu stanie i otworzy mi drzwi. Nie musiałam długo czekać bo kiedy wysiadłam zaczęłam biec do środka, a On za mną.
- Dzień dobry. - powiedziałam cała zdyszana. - Może mi Pani powiedzieć gdzie leży George Stewart?
- Niestety, ale nie... chyba, że jest Pani spokrewniona. - powiedziała bardzo uprzejmie Pani z recepcji.
- Tak, jestem jego bratem, a to moja narzeczona. - co on właśnie powiedział?! Nie zdążyłam dokładnie pomyśleć bo złapał mnie w tali przyciągając do siebie i złączył nasze usta razem. - To gdzie leże mój brat?
- Sala numer 132 - odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
Kiedy oddaliliśmy się na taką odległość, żeby nas nie zauważyła odepchnęłam ,,mojego narzeczonego" od siebie i ruszyłam jeszcze szybszym krokiem szukać sali. Po 3 minutach znalazłam to czego szukałam. Szybko otworzyłam drzwi i weszłam bez pukania. Zamarłam.
- Boże George. - załkałam przez to, że do oczu napłynęły mi niekontrolowane łzy. - Przepraszam.
Podeszłam do niego, a On patrzył na mnie jakby nie wierzył, że tu jestem.
- Hej Kim. - starał się podnieść, ale ból mu na to nie pozwalał.
- Shh... leż. - usiadłam koło niego z uśmiechem na ustach i łzami, które nie przestawały mi płynąć. - Mówiłam, że będzie dobrze...
- Wiem Kim. - chłopak pogłaskał mnie po dłoni. - Ty zawsze masz racje.
- Nie zawsze. - zaprzeczyłam.
- Mówiłaś, żebyśmy tego nie robili, ale my jesteśmy debilami, a ja muszę zacząć biegać... - nie wiedziałam jak on w takich momentach może z tego żartować. Może za to go kochałam. - Kim uważaj! - podniósł nieznacznie głos na widok niby ,,mojego narzeczonego".
- Spokojnie. Bez niego by mnie tu nie było i ciebie też. - posłałam Stylesowi blady uśmiech, ale jeszcze niczego nie wybaczyłam, nie mogłam tak szybko. - Dziękuje, ale i tak cię nienawidzę.
- Oj dziękuje. - uśmiechnął się zadziornie. - Ale wiesz chce ci przypomnieć, że długo tu nie zabawimy.
Mój przyjaciel spojrzał na mnie nie mogąc zrozumieć o co mu chodzi. A ja starałam się go jakoś pocieszyć bez słów delikatnie go przytuliłam i wstałam. Nie wiedziałam jak mam zacząć, mogłam powiedzieć prawdę albo coś skłamać, ale ja nie chciałam mieć przed nim jakichkolwiek tajemnic... Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić.
- No więc... obiecałam Stylesowi, że jeżeli cię nie zabiją to z nim pojadę... czyli będę jego. - powiedziałam patrząc George'owi prosto w oczy. - Ale proszę nie martw się o mnie. Ty jesteś ważniejszy, a ja dam sobie jakoś radę.
- A co ci się stało w rękę? - uniósł brwi.
- No emm... - spojrzałam na chłopaka, który miał związane włosy w kiteczkę i nie wyglądał teraz na takiego poważnego. - Rozwaliłam mu okno, żeby się wydostać do ciebie i po prostu odłamki szkła delikatnie mnie drasnęły.
- Nie możesz z nim iść! - nagle uniósł głos.
- Muszę. Przepraszam George. - pocałowałam go w czoło przelotnie i szybko opuściłam jego pokój, a za mną Styles.

piątek, 27 marca 2015

2

Kiedy weszliśmy do środka byłam w szoku. Cały przed pokój i salon były w marmurze. Weszłam delikatnie stąpając po podłodze. Czułam jak w moje ciało znów wraca odwaga, ale także zmęczenie, ponieważ była dokładnie 5:48.
   - Super.. To gdzie twoi rodzice. - rzuciłam nie patrząc nawet mu w oczy.
- Ty sobie ze mnie kpisz? - ups... chyba się trochę zdenerwował.
   - No wiesz wyglądasz jak siedemnastolatek, a nawet nie wiem ile masz. - zaczęłam patrzeć na obrazy, które wisiały na ścianie.
Nagle poczułam jak moje ciało zostaje przyciśnięte do ściany, a ręce obezwładnione. Mój oddech diametralnie przyśpieszył. Spojrzałam przed siebie i natrafiłam na oczy szatyna, które robiły się coraz ciemniejsze.
- Dla twojej wiadomości mam 21. -  zbliżył swoje usta do mojej szyi i zaczął ją delikatnie muskać swoimi ustami. W tym momencie się bałam, nie myślałam o żadnej przyjemności jaką mógłby mi sprawić. Poczułam jak ssa moją delikatną skórę... Cholera! On chce mnie naznaczyć! Miałam ochotę się wyrwać, ale mój strach był zbyt wielki. Jedyne co mogłam teraz zrobić to zacisnąć mocno powieki. Na zakończenie chuchnął w moje nowe znamię zimnym powietrzem.
- Proszę przestań. - powiedziałam cicho wciąż na niego nie patrząc.
- Właściwie już skończyłem. - powiedział oddalając się ode mnie o kilka kroków. - To dopiero początek więc lepiej bądź grzeczna, a teraz chodź za mną.
Weszliśmy po wielkich schodach na piętro gdzie było 12 pokoi i 3 łazienki. Cały czas szłam za Stylesem... nawet nie znałam jego imienia. Doszliśmy na koniec korytarza do ostatnich białych drzwi. Chłopak je otworzył, a moim oczom ukazał się piękny pokój tylko jedna rzecz mnie w nim krępowała, no dobra dwie. Pierwsza: Moje drzwi do prywatniej łazienki były szklane tak jak połowa pokoju, a Druga: Moje drzwi od wewnątrz miały klamkę, ale nie mogłam się sama zamknąć na kluczy tylko Styles mógł mnie zamykać.
- Prosze niech to będzie żart. - spojrzałam na niego błagalny wzrokiem.
- Rozgość się i prześpij. - powiedział zachrypniętym głosem. - Monica przyjdzie cię obudzić na obiad.
- Mogę wziąć prysznic z możliwością, żebyś tu czasem nie wszedł? - patrzyłam przez okno na pięknę jezioro otoczone lasem.
- Nie obiecuje. - po tych słowach zamknął drzwi, a ja zaczęłam szukać czegoś wygodnego, ale chyba to nie było mi dane bo w mojej szafie były praktycznie same obcisłe sukienki.
Udało znaleźć mi się szufladę z pidżamami, sięgnęłam z niej bokserkę i spodenki. Ruszyłam szybko do łazienki i wzięła bardzo szybki prysznic, żeby mieć pewność, że ten bogaty chłoptaś mnie nie zobaczyć. Kiedy się odświeżyłam weszłam na duże łóżko i przykryłam się pierzyną... nie mam co narzekać na łóżko bo było idealne! Przed snem pomyślałam o początku mojej przyjaźni z ,,braciszkiem".

***

- Panienko. - poczułam jak ktoś mnie szturcha w ramię. - Proszę wstawać.
Przetarłam zaspane oczy w ślimaczym tępię i spojrzałam na starszą kobietę, która stała koło mnie. Podparłam się na łokciach i rozejrzałam się po pokoju... A jednak to nie sen.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się do niej co odwzajemniła. - Może mi Pani powiedzieć, która jest godzina?
- Jest 12:19 musi panienka wstać ponieważ Pan Styles je z Panią obiad o 12:40.
- Jakby nie mógł zjeść sam. - mruknęłam pod nosem.
- Tu ma panienka ciuchy, które wybrał Pan Styles. - wskazała ręką na kanapę przed łóżkiem. - Niech się Pani nie spóźni.
- Proszę Pani! - krzyknęłam, żeby ją zatrzymać. - Dziękuje i niech mi Pani mówi Kim.
Kobieta skinęła tylko głową i wyszła zostawiając mnie samą. Wygrzebałam się z ciepłego łóżka i podeszłam wziąć ciuchy. Kiedy je zobaczyłam zaniemówiłam.
- On sobie żartuje?! - pisnęłam biorąc sukienkę.
W moich rękach znajdowała się czarna sukienka, która była powycinana w talii i ledwo zasłaniała mi tyłek.

***

Weszłam przez drzwi, które wskazała mi Monica. Na końcu stołu siedział Styles z uszykowanymi daniami. Wyglądało na to, że będę siedzieć obok niego... niestety. Podeszłam do niego wolnym krokiem obciągając sukienkę, żeby zakryła jak najwięcej. Czułam na sobie jego palący wzrok, kiedy byłam blisko, wstał i odsunął mi krzesło, żebym mogła usiąść.
- Oh co za dżentelmen. - powiedziałam z sarkazmem.
- Ładnie wyglądasz. - posłał mi zadziorny uśmieszek. - Dobry wybór.
- Taaa... żebym jeszcze miała jakiś wybór. - zaczęłam konsumować swoją sałatkę.
Wzdrygnęłam się kiedy poczułam jego rękę na swoim udzie. Starałam się przekręcić tak, żeby miał jak najmniejszy dostęp do moich nóg i do mnie. Kiedy skończyliśmy pozwolił mi wstać od stołu i przynajmniej zanieść talerzy co byłoby dla mnie chwilą wytchnienia, ale tak się nie stało. Złapał mnie za rękę i przyparł do stołu po czym zaczął brutalnie całować moje usta a swoje ręce wsuwać bo czarny materiał. Chciałam być twarda i tak szybko nie dać się złamać.
- Kurwa oddaj ten pieprzony pocałunek! - wrzasnął łapiąc w rękę szklany i tłukąc go tuż obok mnie.
Poczułam jak odłamki porozcinały mi skórę na lewej ręce. Do oczu napłynęły mi łzy, a Styles znów był nachalny. Odepchnęłam go od siebie i dopiero teraz zobaczył co zrobił. Wybiegłam szybko z jadalni i uciekłam do swojego pokoju chociaż wiedziałam, że on tu zaraz może wejść.

***

Wyjęłam z apteczki pincetę, wodę utlenioną i gazę. Zbliżyłam się do zlewu i zaczęłam delikatnie wyjmować szkło, które było dosyć głęboko. Po dłuższym czasie opatrzyłam małe rany i zabandażowałam rękę od nadgarstka do łokcia. Wychodząc z łazienki wpadłam na czyjś tors... i oczywiście kto to był? Sprawca tego.
- Kim przepraszam. - zaczął naruszać moją przestrzeń osobistą, a ja zaczęłam się coraz bardziej bać. - Wybacz mi.
Złapał mnie za rękę i całować ją przez bandaż. Dopiero co powstrzymałam łzy, a już powstają nowe.
- Pro-proszę zosta-zostaw mnie. - zaczęłam się jąkać ze strachu.
- Ale ja nie chciałem. - zaczął się tłumaczyć. - Tak na mnie działasz! Muszę cię mieć.
- Zostaw mnie! - powiedziałam tym razem stanowczo, a on się ode mnie odsunął.
Osunęłam się pod ścianą i podwinęłam nogi pod brodę ciągle płaczą. Słyszałam jak wzdycha i kieruje się do wyjścia.

1.

Siedziałam z moimi przyjaciółmi w parku. Nie jestem pewna, ale było chyba po 1. Rozsiadłam się jeszcze wygodniej na ławce popijając jakieś tanie ohydne piwo i paląc papierosa. Nie wiem czemu wszyscy biorą nas za jakiś ,,meneli". Przecież się myje i mamy dach nad głową, a to co robimy z naszym życie to nie ich pieprzony interes.
 Kiedy poczułam, że w mojej butelce nie zostało ani kropli trunku wyciągnęłam rękę do mojej najlepszej koleżanki.
    - Jenn podasz kolejne? - zapytałam lekko się sepleniąc ponieważ wypiłam już chyba cztery butelki.
- Jasne. - blondynka z kolorowymi pasemkami sięgnęła do torby gdzie znajdował się alkohol i podała mi pełną butelkę. - Tylko nam tu nie padnij.
Na jej słowa tylko prychnęłam i otworzyłam zapalniczką mój alkoholowy napój. George i Derek zaczęli śpiewać jakąś piosenkę, której nie mogłam rozpoznać bo strasznie im się plątały języki.
   - Kim daj buzi. - George zaczął całować powietrze. Ten widok mnie obrzydził. Wiedziałam, że jest totalnym debilem ale, że aż tak?! Fuuu... On jest dla mnie jak brat. - No chodź Kim...
- George ogarnij dupę! - krzyknęłam na mojego przyjaciela, a On od razu posmutniał. Nie wiem co we mnie wstąpiło. - Jejku... wybacz mi.
Uklękłam przy nim na kolanach, a chłopak nadal patrzył na mnie tymi czekoladowymi oczami przez, które krajało mi się teraz serce. Nie miałam pojęcia jak mogę go rozweselić.
   - Eeee... - zastanawiałam się co mogłoby go rozweselić. - George?
Chłopak skierował w moją stronę swoje intensywnie brązowe oczy i patrzył na mnie jak szczeniaczek, który błaga, żeby wziąć go do domu.
 
Do you wanna build a snowman? Come on, let's go do play!

Kiedy zaczęłam śpiewać jego kąciki ust zaczęły unosić się do góry. Usiadłam koło niego rozszerzając nogi tak, żebym pomiędzy nimi mogła budować z wilgotnej ziemi bałwana.
   - Serio? Bałwan murzyn? - zaczęła chichotać Jenn.
- A co zabronisz nam? - spojrzałam na nią z rozbawieniem. - My jesteśmy inni... Nic na to nie poradzisz.
Nie powiedziałam praktycznie nic zabawnego, a mój ,,braciszek" śmiał się do rozpuku. Wstałam otrzepując spodnie z ziemi i usiadłam znów na ławce wracając do picia piwa.
   - Ej mam pomysł! - wykrzyczał Derek.
- Jaki? - Jenn spojrzała na niego pytająco zagryzając wargę. Od zawsze jej się podobał, zresztą nie dziwię się skoro jest dobrze zbudowany, ma zielone oczy i czarne włosy.
   - Wiecie, że tu niedaleko jest taka banda, która sprzedaje towar... - pokiwaliśmy potwierdzająco. - Chodźmy im trochę towaru zwiniemy.
- Derek... - westchnęłam. - Ja się na to nie pisze i nawet nie myśl, że George pójdzie z wami.
Szatyn w raz z brunetem spojrzeli na mnie tym swoim przenikliwymi oczyma. Nie mogłam patrzeć im w oczy. To było za trudne.
- Nooo Kimmmmm... - znów te pieprzone oczy szczeniaczka.
- Okay. - wstałam z ławki starając się wyglądać na trzeźwą. - Ale wiedzcie, że to ostatnia raz bo nie lubię być z Jenn tymi od zagadywania facetów.
Pociągnęłam za rękę moją przyjaciółkę i chwiejnym krokiem ruszyłam w uliczkę tego typka Stylesa. Ścisnęłam mocniej rękę Jenn przez to, że byłam zestresowana bo przecież oni mogli nam coś zrobić.
- Jenn... - szepnęłam, a dziewczyna skierowała swój wzrok w moją stronę. - Boję się.
- Damy radę. - posłała mi ten swój uśmieszek i teraz ona zaczęła mnie ciągnąć.
Kiedy byłyśmy już prawię na miejscu, przełknęłam głośno ślinę i nabrałam świeżego powietrza w płuca, żeby trochę się opanować. Ustaliłyśmy, że z Jenn zagramy takie emm... trochę puste laski, prędzej pewnie się powiedzie.
   - Hej chłopcy. - weszliśmy w daną uliczkę i skierowaliśmy się do jakiś dwóch mięśniaków, którzy byli ohydni...
- Macie coś dla nas? - uśmiechnęłam się słodko. Kątem oka widziałam jak Derek i George skradają się do drugiego samochodu po towar.
- A czego szukacie? - fuuu ten obleśny typ gapił mi się na cycki.
Jenn podeszła do jednego z nich, przejechała seksownie po jego klatce palcem i zagryzła dolną wargę.
- Mike idź po towar. - odpowiedział ten przy którym kręciła się Jenny
O Fuck! NIENIENIENIENIENIENIE!  Myślałam, że towar mają też w tym samochodzie,
- Kurwa Bob kradną towar! - krzykną ten co chciał się do mnie przystawiać.
- Chłopaki wiejcie! - zdążyłam krzyknąć, ale tamten już był obok i... okładał pięściami George'a.
Do moich oczu napłynęły łzy, chciałam do niego podbiec, ale czułam jak ktoś trzyma mnie za ręce. Nawet nie wiem kiedy zostałam obezwładniona. Poczułam jak ktoś przyciska mnie do ściany i dyszy w mój kark odgarniając moje włosy w kolorze ciemnego blondu.
- To co mamy zrobić z twoim kolegą? - mężczyzna delikatnie musnął swoimi wargami płatek mojego ucha.
- Pro-prosze puść go. - wyjąkałam z trudem przez swoje łzy. - Nie chciałam, żeby on tu był.
   - No, ale tak wyszło. - wychrypiał. - Mogę go puścić, ale coś za coś.
- Okay. - powiedziałam bez wahania. - Zrobię wszystko czego chcesz tylko go puść.
   - Pojedziesz ze mną. - kiedy to usłyszałam bałam się myśleć co będzie dalej.
- Do-dobra, ale daj mi się z nim pożegnać. - mężczyzna gwizdnął, a jego goryle odsunęły się od mojego przyjaciela.
   - Idź, ale nawet nie próbuj uciekać. - odwróciłam się do niego i skinęłam głową nie patrząc na jego twarz.
Podbiegłam szybko do mojego przyjaciela i ułożyłam jego głowę na kolanach. Widziałam jak jego klatka piersiowa unosi się z trudem, a jego oczy starają się znaleźć moją twarz.
- Csiii... Będzie dobrze. - zaczęłam głaskać go po jego gęstych włosach, które były w niektórych miejscach poplamione krwią. - Sprowadzę pomoc. Tylko proszę zostań ze mną.
Po tych słowach złożyłam na jego ustach długi pocałunek, czułam jak moje łzy kapią na jego twarz. Odsunęłam od niego moją twarz i uśmiechnęłam się.
- Idziemy. - ktoś szarpnął mnie za ramię.
   - Nie zostawię go tak! Dzwoń po pogotowie! - zaczęłam na niego krzyczeć, a Styles się tylko śmiał. - Oj moja droga... miałaś się tylko pożegnać.
- Dzwoń po to pieprzone pogotowie! Chce się upewnić, że będzie żył! - zaczęłam walić pięściami o jego klatkę piersiową, ale on sobie nic z tego nie robił. Nic go nie ruszało. - Proszę.
Upadłam przed nim na kolana bo w tym momencie byłam już bezsilna. Nie chciałam, żeby mój przyjaciel, który był dla mnie jak brat... zginął w tym momencie. Wyobrażałam sobie jak muszę wyglądać. Mój tusz spływał po moich delikatnie zaróżowionych policzkach zostawiając za sobą czarne ślady.
- Dobra, wstawaj. - Styles złapał mnie za rękę i wyjął swój telefon. Dokładnie nie przysłuchiwałam się rozmowie. Patrzyłam na mojego przyjaciela, który chciał sam wstać, ale był bezsilny. Widziałam ten ból. - Bob zostajesz tu i masz niczego nie odpierdolić!
Mężczyzna kiwnął tylko głową, a Styles zaczął ciągnąć mnie w stronę czarnego mustanga. Nie opierałam się bo wiedziałam, że tak uratuje George'a. Patrzyłam przez ramię na chłopaka, który leżał bezwładnie.
- Wsiadaj. - syknął na mnie mój porywacz... o ile mogę go tak nazwać.
Usiadałam na miejscu pasażera ocierając ręką łzy, które nie przestawały spływać. Długo nie czekałam bo chłopak o bujnych kręconych włosach siedział już na miejscu kierowcy. Ruszyliśmy drogą, która coraz bardziej oddalała nas od centrum Londynu. Po drodze widziałam karetkę, która pędziła na sygnale w stronę miejsca, które opuszczaliśmy.
- Gdz-Gdzie mnie wywozisz? - zapytałam drżącym głosem.
    - Zobaczysz moja droga. - poczułam jak kładzie mi rękę na udzie, po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. - Nie denerwuj się tak. Jakbym chciał cię zgwałcić to zrobiłbym to dawno.
- Pocieszenie... - przesunęłam się bliżej szyby, ale on zacisnął palce mocno na moim udzie. - Ała! To boli.
- Ma boleć. - uśmiechał się pod nosem. Nawet na mnie nie patrzył, ale to lepiej... nie chciałam napotkać jego wzroku. - Już dojeżdżamy.
Chłopak skręcił w jakąś leśną drogę, która prowadziła do ogromnego domu w kolorze kawy z mlekiem. Stanął swoim mustangiem praktycznie pod samymi drzwiami. Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi, żeby je otworzyć. Zamknął je, żebym nie wyskoczyła... aż taka głupia nie jestem. W miłym geście podał mi rękę, ale ja nie zwróciłam na nią uwagi i wysiadłam samodzielnie. Kiedy zamknął samochód ruszył ze mną w stronę dużych drzwi. Poczułam jego dłoń, która delikatnie wsunęła się pod mój T-shirt. Objął mnie nią i przyciągnął do siebie delikatnie wbijając palce w moją talie.
  - Zapraszam. - otworzył przede mną drzwi do swojego domu...