- Super.. To gdzie twoi rodzice. - rzuciłam nie patrząc nawet mu w oczy.
- Ty sobie ze mnie kpisz? - ups... chyba się trochę zdenerwował.
- No wiesz wyglądasz jak siedemnastolatek, a nawet nie wiem ile masz. - zaczęłam patrzeć na obrazy, które wisiały na ścianie.
Nagle poczułam jak moje ciało zostaje przyciśnięte do ściany, a ręce obezwładnione. Mój oddech diametralnie przyśpieszył. Spojrzałam przed siebie i natrafiłam na oczy szatyna, które robiły się coraz ciemniejsze.
- Dla twojej wiadomości mam 21. - zbliżył swoje usta do mojej szyi i zaczął ją delikatnie muskać swoimi ustami. W tym momencie się bałam, nie myślałam o żadnej przyjemności jaką mógłby mi sprawić. Poczułam jak ssa moją delikatną skórę... Cholera! On chce mnie naznaczyć! Miałam ochotę się wyrwać, ale mój strach był zbyt wielki. Jedyne co mogłam teraz zrobić to zacisnąć mocno powieki. Na zakończenie chuchnął w moje nowe znamię zimnym powietrzem.
- Proszę przestań. - powiedziałam cicho wciąż na niego nie patrząc.
- Właściwie już skończyłem. - powiedział oddalając się ode mnie o kilka kroków. - To dopiero początek więc lepiej bądź grzeczna, a teraz chodź za mną.
Weszliśmy po wielkich schodach na piętro gdzie było 12 pokoi i 3 łazienki. Cały czas szłam za Stylesem... nawet nie znałam jego imienia. Doszliśmy na koniec korytarza do ostatnich białych drzwi. Chłopak je otworzył, a moim oczom ukazał się piękny pokój tylko jedna rzecz mnie w nim krępowała, no dobra dwie. Pierwsza: Moje drzwi do prywatniej łazienki były szklane tak jak połowa pokoju, a Druga: Moje drzwi od wewnątrz miały klamkę, ale nie mogłam się sama zamknąć na kluczy tylko Styles mógł mnie zamykać.
- Prosze niech to będzie żart. - spojrzałam na niego błagalny wzrokiem.
- Rozgość się i prześpij. - powiedział zachrypniętym głosem. - Monica przyjdzie cię obudzić na obiad.
- Mogę wziąć prysznic z możliwością, żebyś tu czasem nie wszedł? - patrzyłam przez okno na pięknę jezioro otoczone lasem.
- Nie obiecuje. - po tych słowach zamknął drzwi, a ja zaczęłam szukać czegoś wygodnego, ale chyba to nie było mi dane bo w mojej szafie były praktycznie same obcisłe sukienki.
Udało znaleźć mi się szufladę z pidżamami, sięgnęłam z niej bokserkę i spodenki. Ruszyłam szybko do łazienki i wzięła bardzo szybki prysznic, żeby mieć pewność, że ten bogaty chłoptaś mnie nie zobaczyć. Kiedy się odświeżyłam weszłam na duże łóżko i przykryłam się pierzyną... nie mam co narzekać na łóżko bo było idealne! Przed snem pomyślałam o początku mojej przyjaźni z ,,braciszkiem".
***
- Panienko. - poczułam jak ktoś mnie szturcha w ramię. - Proszę wstawać.
Przetarłam zaspane oczy w ślimaczym tępię i spojrzałam na starszą kobietę, która stała koło mnie. Podparłam się na łokciach i rozejrzałam się po pokoju... A jednak to nie sen.
- Dzień dobry. - uśmiechnęłam się do niej co odwzajemniła. - Może mi Pani powiedzieć, która jest godzina?
- Jest 12:19 musi panienka wstać ponieważ Pan Styles je z Panią obiad o 12:40.
- Jakby nie mógł zjeść sam. - mruknęłam pod nosem.
- Tu ma panienka ciuchy, które wybrał Pan Styles. - wskazała ręką na kanapę przed łóżkiem. - Niech się Pani nie spóźni.
- Proszę Pani! - krzyknęłam, żeby ją zatrzymać. - Dziękuje i niech mi Pani mówi Kim.
Kobieta skinęła tylko głową i wyszła zostawiając mnie samą. Wygrzebałam się z ciepłego łóżka i podeszłam wziąć ciuchy. Kiedy je zobaczyłam zaniemówiłam.
- On sobie żartuje?! - pisnęłam biorąc sukienkę.
W moich rękach znajdowała się czarna sukienka, która była powycinana w talii i ledwo zasłaniała mi tyłek.
***
Weszłam przez drzwi, które wskazała mi Monica. Na końcu stołu siedział Styles z uszykowanymi daniami. Wyglądało na to, że będę siedzieć obok niego... niestety. Podeszłam do niego wolnym krokiem obciągając sukienkę, żeby zakryła jak najwięcej. Czułam na sobie jego palący wzrok, kiedy byłam blisko, wstał i odsunął mi krzesło, żebym mogła usiąść.
- Oh co za dżentelmen. - powiedziałam z sarkazmem.
- Ładnie wyglądasz. - posłał mi zadziorny uśmieszek. - Dobry wybór.
- Taaa... żebym jeszcze miała jakiś wybór. - zaczęłam konsumować swoją sałatkę.
Wzdrygnęłam się kiedy poczułam jego rękę na swoim udzie. Starałam się przekręcić tak, żeby miał jak najmniejszy dostęp do moich nóg i do mnie. Kiedy skończyliśmy pozwolił mi wstać od stołu i przynajmniej zanieść talerzy co byłoby dla mnie chwilą wytchnienia, ale tak się nie stało. Złapał mnie za rękę i przyparł do stołu po czym zaczął brutalnie całować moje usta a swoje ręce wsuwać bo czarny materiał. Chciałam być twarda i tak szybko nie dać się złamać.
- Kurwa oddaj ten pieprzony pocałunek! - wrzasnął łapiąc w rękę szklany i tłukąc go tuż obok mnie.
Poczułam jak odłamki porozcinały mi skórę na lewej ręce. Do oczu napłynęły mi łzy, a Styles znów był nachalny. Odepchnęłam go od siebie i dopiero teraz zobaczył co zrobił. Wybiegłam szybko z jadalni i uciekłam do swojego pokoju chociaż wiedziałam, że on tu zaraz może wejść.
***
Wyjęłam z apteczki pincetę, wodę utlenioną i gazę. Zbliżyłam się do zlewu i zaczęłam delikatnie wyjmować szkło, które było dosyć głęboko. Po dłuższym czasie opatrzyłam małe rany i zabandażowałam rękę od nadgarstka do łokcia. Wychodząc z łazienki wpadłam na czyjś tors... i oczywiście kto to był? Sprawca tego.
- Kim przepraszam. - zaczął naruszać moją przestrzeń osobistą, a ja zaczęłam się coraz bardziej bać. - Wybacz mi.
Złapał mnie za rękę i całować ją przez bandaż. Dopiero co powstrzymałam łzy, a już powstają nowe.
- Pro-proszę zosta-zostaw mnie. - zaczęłam się jąkać ze strachu.
- Ale ja nie chciałem. - zaczął się tłumaczyć. - Tak na mnie działasz! Muszę cię mieć.
- Zostaw mnie! - powiedziałam tym razem stanowczo, a on się ode mnie odsunął.
Osunęłam się pod ścianą i podwinęłam nogi pod brodę ciągle płaczą. Słyszałam jak wzdycha i kieruje się do wyjścia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz