Kiedy poczułam, że w mojej butelce nie zostało ani kropli trunku wyciągnęłam rękę do mojej najlepszej koleżanki.
- Jenn podasz kolejne? - zapytałam lekko się sepleniąc ponieważ wypiłam już chyba cztery butelki.
- Jasne. - blondynka z kolorowymi pasemkami sięgnęła do torby gdzie znajdował się alkohol i podała mi pełną butelkę. - Tylko nam tu nie padnij.
Na jej słowa tylko prychnęłam i otworzyłam zapalniczką mój alkoholowy napój. George i Derek zaczęli śpiewać jakąś piosenkę, której nie mogłam rozpoznać bo strasznie im się plątały języki.
- Kim daj buzi. - George zaczął całować powietrze. Ten widok mnie obrzydził. Wiedziałam, że jest totalnym debilem ale, że aż tak?! Fuuu... On jest dla mnie jak brat. - No chodź Kim...
- George ogarnij dupę! - krzyknęłam na mojego przyjaciela, a On od razu posmutniał. Nie wiem co we mnie wstąpiło. - Jejku... wybacz mi.
Uklękłam przy nim na kolanach, a chłopak nadal patrzył na mnie tymi czekoladowymi oczami przez, które krajało mi się teraz serce. Nie miałam pojęcia jak mogę go rozweselić.
- Eeee... - zastanawiałam się co mogłoby go rozweselić. - George?
Chłopak skierował w moją stronę swoje intensywnie brązowe oczy i patrzył na mnie jak szczeniaczek, który błaga, żeby wziąć go do domu.
Do you wanna build a snowman? Come on, let's go do play!
Kiedy zaczęłam śpiewać jego kąciki ust zaczęły unosić się do góry. Usiadłam koło niego rozszerzając nogi tak, żebym pomiędzy nimi mogła budować z wilgotnej ziemi bałwana.
- Serio? Bałwan murzyn? - zaczęła chichotać Jenn.
- A co zabronisz nam? - spojrzałam na nią z rozbawieniem. - My jesteśmy inni... Nic na to nie poradzisz.
Nie powiedziałam praktycznie nic zabawnego, a mój ,,braciszek" śmiał się do rozpuku. Wstałam otrzepując spodnie z ziemi i usiadłam znów na ławce wracając do picia piwa.
- Ej mam pomysł! - wykrzyczał Derek.
- Jaki? - Jenn spojrzała na niego pytająco zagryzając wargę. Od zawsze jej się podobał, zresztą nie dziwię się skoro jest dobrze zbudowany, ma zielone oczy i czarne włosy.
- Wiecie, że tu niedaleko jest taka banda, która sprzedaje towar... - pokiwaliśmy potwierdzająco. - Chodźmy im trochę towaru zwiniemy.
- Derek... - westchnęłam. - Ja się na to nie pisze i nawet nie myśl, że George pójdzie z wami.
Szatyn w raz z brunetem spojrzeli na mnie tym swoim przenikliwymi oczyma. Nie mogłam patrzeć im w oczy. To było za trudne.
- Nooo Kimmmmm... - znów te pieprzone oczy szczeniaczka.
- Okay. - wstałam z ławki starając się wyglądać na trzeźwą. - Ale wiedzcie, że to ostatnia raz bo nie lubię być z Jenn tymi od zagadywania facetów.
Pociągnęłam za rękę moją przyjaciółkę i chwiejnym krokiem ruszyłam w uliczkę tego typka Stylesa. Ścisnęłam mocniej rękę Jenn przez to, że byłam zestresowana bo przecież oni mogli nam coś zrobić.
- Jenn... - szepnęłam, a dziewczyna skierowała swój wzrok w moją stronę. - Boję się.
- Damy radę. - posłała mi ten swój uśmieszek i teraz ona zaczęła mnie ciągnąć.
Kiedy byłyśmy już prawię na miejscu, przełknęłam głośno ślinę i nabrałam świeżego powietrza w płuca, żeby trochę się opanować. Ustaliłyśmy, że z Jenn zagramy takie emm... trochę puste laski, prędzej pewnie się powiedzie.
- Hej chłopcy. - weszliśmy w daną uliczkę i skierowaliśmy się do jakiś dwóch mięśniaków, którzy byli ohydni...
- Macie coś dla nas? - uśmiechnęłam się słodko. Kątem oka widziałam jak Derek i George skradają się do drugiego samochodu po towar.
- A czego szukacie? - fuuu ten obleśny typ gapił mi się na cycki.
Jenn podeszła do jednego z nich, przejechała seksownie po jego klatce palcem i zagryzła dolną wargę.
- Mike idź po towar. - odpowiedział ten przy którym kręciła się Jenny
O Fuck! NIENIENIENIENIENIENIE! Myślałam, że towar mają też w tym samochodzie,
- Kurwa Bob kradną towar! - krzykną ten co chciał się do mnie przystawiać.
- Chłopaki wiejcie! - zdążyłam krzyknąć, ale tamten już był obok i... okładał pięściami George'a.
Do moich oczu napłynęły łzy, chciałam do niego podbiec, ale czułam jak ktoś trzyma mnie za ręce. Nawet nie wiem kiedy zostałam obezwładniona. Poczułam jak ktoś przyciska mnie do ściany i dyszy w mój kark odgarniając moje włosy w kolorze ciemnego blondu.
- To co mamy zrobić z twoim kolegą? - mężczyzna delikatnie musnął swoimi wargami płatek mojego ucha.
- Pro-prosze puść go. - wyjąkałam z trudem przez swoje łzy. - Nie chciałam, żeby on tu był.
- No, ale tak wyszło. - wychrypiał. - Mogę go puścić, ale coś za coś.
- Okay. - powiedziałam bez wahania. - Zrobię wszystko czego chcesz tylko go puść.
- Pojedziesz ze mną. - kiedy to usłyszałam bałam się myśleć co będzie dalej.
- Do-dobra, ale daj mi się z nim pożegnać. - mężczyzna gwizdnął, a jego goryle odsunęły się od mojego przyjaciela.
- Idź, ale nawet nie próbuj uciekać. - odwróciłam się do niego i skinęłam głową nie patrząc na jego twarz.
Podbiegłam szybko do mojego przyjaciela i ułożyłam jego głowę na kolanach. Widziałam jak jego klatka piersiowa unosi się z trudem, a jego oczy starają się znaleźć moją twarz.
- Csiii... Będzie dobrze. - zaczęłam głaskać go po jego gęstych włosach, które były w niektórych miejscach poplamione krwią. - Sprowadzę pomoc. Tylko proszę zostań ze mną.
Po tych słowach złożyłam na jego ustach długi pocałunek, czułam jak moje łzy kapią na jego twarz. Odsunęłam od niego moją twarz i uśmiechnęłam się.
- Idziemy. - ktoś szarpnął mnie za ramię.
- Nie zostawię go tak! Dzwoń po pogotowie! - zaczęłam na niego krzyczeć, a Styles się tylko śmiał. - Oj moja droga... miałaś się tylko pożegnać.
- Dzwoń po to pieprzone pogotowie! Chce się upewnić, że będzie żył! - zaczęłam walić pięściami o jego klatkę piersiową, ale on sobie nic z tego nie robił. Nic go nie ruszało. - Proszę.
Upadłam przed nim na kolana bo w tym momencie byłam już bezsilna. Nie chciałam, żeby mój przyjaciel, który był dla mnie jak brat... zginął w tym momencie. Wyobrażałam sobie jak muszę wyglądać. Mój tusz spływał po moich delikatnie zaróżowionych policzkach zostawiając za sobą czarne ślady.
- Dobra, wstawaj. - Styles złapał mnie za rękę i wyjął swój telefon. Dokładnie nie przysłuchiwałam się rozmowie. Patrzyłam na mojego przyjaciela, który chciał sam wstać, ale był bezsilny. Widziałam ten ból. - Bob zostajesz tu i masz niczego nie odpierdolić!
Mężczyzna kiwnął tylko głową, a Styles zaczął ciągnąć mnie w stronę czarnego mustanga. Nie opierałam się bo wiedziałam, że tak uratuje George'a. Patrzyłam przez ramię na chłopaka, który leżał bezwładnie.
- Wsiadaj. - syknął na mnie mój porywacz... o ile mogę go tak nazwać.
Usiadałam na miejscu pasażera ocierając ręką łzy, które nie przestawały spływać. Długo nie czekałam bo chłopak o bujnych kręconych włosach siedział już na miejscu kierowcy. Ruszyliśmy drogą, która coraz bardziej oddalała nas od centrum Londynu. Po drodze widziałam karetkę, która pędziła na sygnale w stronę miejsca, które opuszczaliśmy.
- Gdz-Gdzie mnie wywozisz? - zapytałam drżącym głosem.
- Zobaczysz moja droga. - poczułam jak kładzie mi rękę na udzie, po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. - Nie denerwuj się tak. Jakbym chciał cię zgwałcić to zrobiłbym to dawno.
- Pocieszenie... - przesunęłam się bliżej szyby, ale on zacisnął palce mocno na moim udzie. - Ała! To boli.
- Ma boleć. - uśmiechał się pod nosem. Nawet na mnie nie patrzył, ale to lepiej... nie chciałam napotkać jego wzroku. - Już dojeżdżamy.
Chłopak skręcił w jakąś leśną drogę, która prowadziła do ogromnego domu w kolorze kawy z mlekiem. Stanął swoim mustangiem praktycznie pod samymi drzwiami. Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi, żeby je otworzyć. Zamknął je, żebym nie wyskoczyła... aż taka głupia nie jestem. W miłym geście podał mi rękę, ale ja nie zwróciłam na nią uwagi i wysiadłam samodzielnie. Kiedy zamknął samochód ruszył ze mną w stronę dużych drzwi. Poczułam jego dłoń, która delikatnie wsunęła się pod mój T-shirt. Objął mnie nią i przyciągnął do siebie delikatnie wbijając palce w moją talie.
- Zapraszam. - otworzył przede mną drzwi do swojego domu...
- Eeee... - zastanawiałam się co mogłoby go rozweselić. - George?
Chłopak skierował w moją stronę swoje intensywnie brązowe oczy i patrzył na mnie jak szczeniaczek, który błaga, żeby wziąć go do domu.
Do you wanna build a snowman? Come on, let's go do play!
Kiedy zaczęłam śpiewać jego kąciki ust zaczęły unosić się do góry. Usiadłam koło niego rozszerzając nogi tak, żebym pomiędzy nimi mogła budować z wilgotnej ziemi bałwana.
- Serio? Bałwan murzyn? - zaczęła chichotać Jenn.
- A co zabronisz nam? - spojrzałam na nią z rozbawieniem. - My jesteśmy inni... Nic na to nie poradzisz.
Nie powiedziałam praktycznie nic zabawnego, a mój ,,braciszek" śmiał się do rozpuku. Wstałam otrzepując spodnie z ziemi i usiadłam znów na ławce wracając do picia piwa.
- Ej mam pomysł! - wykrzyczał Derek.
- Jaki? - Jenn spojrzała na niego pytająco zagryzając wargę. Od zawsze jej się podobał, zresztą nie dziwię się skoro jest dobrze zbudowany, ma zielone oczy i czarne włosy.
- Wiecie, że tu niedaleko jest taka banda, która sprzedaje towar... - pokiwaliśmy potwierdzająco. - Chodźmy im trochę towaru zwiniemy.
- Derek... - westchnęłam. - Ja się na to nie pisze i nawet nie myśl, że George pójdzie z wami.
Szatyn w raz z brunetem spojrzeli na mnie tym swoim przenikliwymi oczyma. Nie mogłam patrzeć im w oczy. To było za trudne.
- Nooo Kimmmmm... - znów te pieprzone oczy szczeniaczka.
- Okay. - wstałam z ławki starając się wyglądać na trzeźwą. - Ale wiedzcie, że to ostatnia raz bo nie lubię być z Jenn tymi od zagadywania facetów.
Pociągnęłam za rękę moją przyjaciółkę i chwiejnym krokiem ruszyłam w uliczkę tego typka Stylesa. Ścisnęłam mocniej rękę Jenn przez to, że byłam zestresowana bo przecież oni mogli nam coś zrobić.
- Jenn... - szepnęłam, a dziewczyna skierowała swój wzrok w moją stronę. - Boję się.
- Damy radę. - posłała mi ten swój uśmieszek i teraz ona zaczęła mnie ciągnąć.
Kiedy byłyśmy już prawię na miejscu, przełknęłam głośno ślinę i nabrałam świeżego powietrza w płuca, żeby trochę się opanować. Ustaliłyśmy, że z Jenn zagramy takie emm... trochę puste laski, prędzej pewnie się powiedzie.
- Hej chłopcy. - weszliśmy w daną uliczkę i skierowaliśmy się do jakiś dwóch mięśniaków, którzy byli ohydni...
- Macie coś dla nas? - uśmiechnęłam się słodko. Kątem oka widziałam jak Derek i George skradają się do drugiego samochodu po towar.
- A czego szukacie? - fuuu ten obleśny typ gapił mi się na cycki.
Jenn podeszła do jednego z nich, przejechała seksownie po jego klatce palcem i zagryzła dolną wargę.
- Mike idź po towar. - odpowiedział ten przy którym kręciła się Jenny
O Fuck! NIENIENIENIENIENIENIE! Myślałam, że towar mają też w tym samochodzie,
- Kurwa Bob kradną towar! - krzykną ten co chciał się do mnie przystawiać.
- Chłopaki wiejcie! - zdążyłam krzyknąć, ale tamten już był obok i... okładał pięściami George'a.
Do moich oczu napłynęły łzy, chciałam do niego podbiec, ale czułam jak ktoś trzyma mnie za ręce. Nawet nie wiem kiedy zostałam obezwładniona. Poczułam jak ktoś przyciska mnie do ściany i dyszy w mój kark odgarniając moje włosy w kolorze ciemnego blondu.
- To co mamy zrobić z twoim kolegą? - mężczyzna delikatnie musnął swoimi wargami płatek mojego ucha.
- Pro-prosze puść go. - wyjąkałam z trudem przez swoje łzy. - Nie chciałam, żeby on tu był.
- No, ale tak wyszło. - wychrypiał. - Mogę go puścić, ale coś za coś.
- Okay. - powiedziałam bez wahania. - Zrobię wszystko czego chcesz tylko go puść.
- Pojedziesz ze mną. - kiedy to usłyszałam bałam się myśleć co będzie dalej.
- Do-dobra, ale daj mi się z nim pożegnać. - mężczyzna gwizdnął, a jego goryle odsunęły się od mojego przyjaciela.
- Idź, ale nawet nie próbuj uciekać. - odwróciłam się do niego i skinęłam głową nie patrząc na jego twarz.
Podbiegłam szybko do mojego przyjaciela i ułożyłam jego głowę na kolanach. Widziałam jak jego klatka piersiowa unosi się z trudem, a jego oczy starają się znaleźć moją twarz.
- Csiii... Będzie dobrze. - zaczęłam głaskać go po jego gęstych włosach, które były w niektórych miejscach poplamione krwią. - Sprowadzę pomoc. Tylko proszę zostań ze mną.
Po tych słowach złożyłam na jego ustach długi pocałunek, czułam jak moje łzy kapią na jego twarz. Odsunęłam od niego moją twarz i uśmiechnęłam się.
- Idziemy. - ktoś szarpnął mnie za ramię.
- Nie zostawię go tak! Dzwoń po pogotowie! - zaczęłam na niego krzyczeć, a Styles się tylko śmiał. - Oj moja droga... miałaś się tylko pożegnać.
- Dzwoń po to pieprzone pogotowie! Chce się upewnić, że będzie żył! - zaczęłam walić pięściami o jego klatkę piersiową, ale on sobie nic z tego nie robił. Nic go nie ruszało. - Proszę.
Upadłam przed nim na kolana bo w tym momencie byłam już bezsilna. Nie chciałam, żeby mój przyjaciel, który był dla mnie jak brat... zginął w tym momencie. Wyobrażałam sobie jak muszę wyglądać. Mój tusz spływał po moich delikatnie zaróżowionych policzkach zostawiając za sobą czarne ślady.
- Dobra, wstawaj. - Styles złapał mnie za rękę i wyjął swój telefon. Dokładnie nie przysłuchiwałam się rozmowie. Patrzyłam na mojego przyjaciela, który chciał sam wstać, ale był bezsilny. Widziałam ten ból. - Bob zostajesz tu i masz niczego nie odpierdolić!
Mężczyzna kiwnął tylko głową, a Styles zaczął ciągnąć mnie w stronę czarnego mustanga. Nie opierałam się bo wiedziałam, że tak uratuje George'a. Patrzyłam przez ramię na chłopaka, który leżał bezwładnie.
- Wsiadaj. - syknął na mnie mój porywacz... o ile mogę go tak nazwać.
Usiadałam na miejscu pasażera ocierając ręką łzy, które nie przestawały spływać. Długo nie czekałam bo chłopak o bujnych kręconych włosach siedział już na miejscu kierowcy. Ruszyliśmy drogą, która coraz bardziej oddalała nas od centrum Londynu. Po drodze widziałam karetkę, która pędziła na sygnale w stronę miejsca, które opuszczaliśmy.
- Gdz-Gdzie mnie wywozisz? - zapytałam drżącym głosem.
- Zobaczysz moja droga. - poczułam jak kładzie mi rękę na udzie, po moim ciele przeszedł nieprzyjemny dreszcz. - Nie denerwuj się tak. Jakbym chciał cię zgwałcić to zrobiłbym to dawno.
- Pocieszenie... - przesunęłam się bliżej szyby, ale on zacisnął palce mocno na moim udzie. - Ała! To boli.
- Ma boleć. - uśmiechał się pod nosem. Nawet na mnie nie patrzył, ale to lepiej... nie chciałam napotkać jego wzroku. - Już dojeżdżamy.
Chłopak skręcił w jakąś leśną drogę, która prowadziła do ogromnego domu w kolorze kawy z mlekiem. Stanął swoim mustangiem praktycznie pod samymi drzwiami. Wysiadł z auta i podszedł do moich drzwi, żeby je otworzyć. Zamknął je, żebym nie wyskoczyła... aż taka głupia nie jestem. W miłym geście podał mi rękę, ale ja nie zwróciłam na nią uwagi i wysiadłam samodzielnie. Kiedy zamknął samochód ruszył ze mną w stronę dużych drzwi. Poczułam jego dłoń, która delikatnie wsunęła się pod mój T-shirt. Objął mnie nią i przyciągnął do siebie delikatnie wbijając palce w moją talie.
- Zapraszam. - otworzył przede mną drzwi do swojego domu...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz